W większych miastach Polski obserwuje się wzrost zainteresowania kursami języków obcych tak duży, że szkoły językowe zaczynają wprowadzać listy rezerwowe i limity miejsc już na etapie zapisów. W Warszawie czy Poznaniu popularne placówki donoszą, że grupy dla poziomów podstawowych wypełniają się w ciągu kilku dni.
Rodzice i dorośli kursanci mówią o odległych terminach rozpoczęcia zajęć – czasem nawet kilka miesięcy od momentu zgłoszenia. Szkoły tłumaczą, iż rosnąca liczba chętnych związana jest z wymogami na rynku pracy oraz presją językową – znajomość języka angielskiego czy niemieckiego staje się standardem.
Eksperci edukacyjni zauważają, że szkoły prywatne nie są jedynym rozwiązaniem – placówki publiczne często nie nadążają z zapewnieniem dodatkowych zajęć językowych poza klasowymi lekcjami. W efekcie wiele osób decyduje się na kursy wieczorowe, online lub zdalne, by nadrobić braki.
Problemy, jakie sygnalizują kursanci i szkoły:
- utraty miejsca mimo wcześniejszego zapisu, gdy szkoła nie przewidziała wszystkich zgłoszeń;
- znaczny wzrost cen kursów – z racji ograniczonej podaży;
- konieczność wyboru mniej preferowanego języka lub formy nauki (np. online), jeśli kurs stacjonarny jest pełny;
- presja psychiczna związana z odkładaniem decyzji o nauce na ostatnią chwilę.
Jako rozwiązanie proponuje się m.in. wcześniejsze otwieranie zapisów, zwiększenie liczby grup i nauczycieli, wspieranie kursów online, a także ulgi finansowe dla osób o niższych dochodach. Szkoły powinny też transparentnie przedstawiać limity miejsc i zasady przyjmowania nowych kursantów, by uniknąć frustracji i błędnych oczekiwań.
