W wielu miastach w Polsce kursy języków obcych przeżywają prawdziwe oblężenie. Okazuje się, że liczba zgłoszeń przewyższa możliwości lokalowych i kadrowych szkół językowych, co powoduje frustrację wśród kursantów.
Według relacji placówek edukacyjnych głównym problemem są:
- ograniczona liczba sal i lektorów, przez co grupy są zamykane znacznie wcześniej niż planowano,
- wysoki poziom zainteresowania kursami angielskiego i polskiego dla cudzoziemców, zwłaszcza w semestrach zimowym i letnim,
- zapisów dokonywanych często „na ostatnią chwilę”, co prowadzi do przeciążeń procedur rejestracyjnych.
W niektórych miastach szkoły językowe są zmuszone kończyć rekrutację już na etapie oczekiwania na maila z potwierdzeniem, podczas gdy inni proponują listy rezerwowe.
Kursanci wskazują też na duże różnice w dostępności – placówki w dużych miastach radzą sobie lepiej niż mniejsze szkoły w mniejszych miejscowościach, które często nie mają infrastruktury ani liczby lektorów, by sprostać popytowi.
Eksperci edukacyjni sugerują kilka rozwiązań:
- wprowadzenie zapisów etapowych, z konkretnym limitem osób na poziomie i dniach rejestracji,
- większe wykorzystanie kursów online, by zmniejszyć obciążenia lokalowe,
- wspieranie szkół językowych ze strony władz samorządowych poprzez dofinansowanie i udostępnienie przestrzeni.
Szczególnie dotkliwa jest sytuacja w ofertach darmowych lub tańszych kursów dla migrantów i uchodźców – zapisy kończą się często przedczasowo, a wiele osób nie może się dostać z powodu limitu miejsc.
Rodzice i osoby dorosłe zainteresowane nauką języka coraz częściej decydują się na lokalizacje oddalone od miejsca zamieszkania, z nadzieją, że tam możliwe będzie zapisywanie się bez kolejek.
